
TAJEMNICA TKWI W AUDIO... Rozmowa z prezesem firmy VTL Luke Manley’em 14.11.09

Jakie są Pana najwcześniejsze wspomnienia związane ze sprzętem stereo lub high-endem? Moja rodzina pochodzi z Republiki Południowej Afryki. Mój ojciec mieszkał w Johanesburgu kiedy ukończyłem służbę wojskową. W RPA mamy obowiązkowy pobór do wojska. Wówczas ojciec pisał o sprzęcie audio dla jednej z gazet i robił najróżniejsze eksperymenty ze sprzętem, wieszał na przykład kolumny Magnepan na łańcuchach przymocowanych do sufitu. Był on pierwotnie inżynierem dźwięku, więc przybył do hi fi z profesjonalnej branży. Opracował nowe układy lampowe, aby brzmiały one tak jak uważał to za właściwe. Nie lubił wczesnych układów tranzystorowych. Napisał o tym w swojej książce "The VTL Book". Zabierał nas na koncerty muzyki poważnej i konstruował z nami kolumny przypominające BOSE 901, zestawy z wieloma przetwornikami. Można powiedzieć, iż dzięki temu złapałem odpowiedniego bakcyla. Jakby zdefiniował Pan termin high-end zwracając się do początkującego audiofila? Słowo ,,drive” to jest to o co nam chodzi. Naszym celem jest zbliżenie się do poziomu reprodukcji typowej dla muzyki granej na żywo. Myślę, że audiofilem można nazwać osobę, która zawsze stara się udoskonalać swój system. Czy jest Pan zdziwiony powrotem płyty winylowej w czasach rynku cyfrowego dźwięku? Oczywiście, że nie. Jestem zadowolony widząc młodych ludzi, którzy wyszukują w sklepach winyle. Uczucie trzymania w rękach płyty, jej duży format, świetna grafika, rytuał czyszczenia analogu, wycieczka do Amoeba Records, aby kupić klasyczne nagrania za trzy lub cztery dolary. Nastąpił także przełom wśród firm fonograficznych – teraz zdecydowali, iż winyl jest świetny bowiem jest to format jakiego nie da się ściągnąć za pośrednictwem Internetu.

Sądzę, iż wielu z nas nadal będzie słuchało winyli. Jestem zaskoczony tym jak wielu ludzi, pracujących w analogowym biznesie, jest nadal innowacyjnych. Lecz oczywiście największe postępy dokonają się w zakresie cyfrowej dystrybucji muzyki. Jakie zmiany przewiduje Pan w ciągu najbliższych pięciu, dziesięciu lat? Jaka jest Pana opinia na temat serwerów muzycznych? Nie używam ich ale podoba mi się potencjał tych urządzeń. My nie wytwarzamy produktów cyfrowych. Zajmujemy się obróbką sygnału, który dociera do naszych urządzeń w postaci analogowej. Jakiego rodzaju referencyjnych nagrań Pan używa? Muszą to być prawdziwe dźwięki nagrane w realnej przestrzeni. Tak więc powinien to być głos ludzki lub instrument. Należy do tego używać płyt analogowych. My stosujemy muzykę jazzową oraz kwartety kameralne. Zjechaliśmy już do cna płyty "The Weavers at Carnegie Hall” i "Sinatra’s Swingin’ Session!!!”. Big Bandy oraz duże orkiestry symfoniczne są prawdziwym wyzwaniem, tutaj zaczynają się schody. Zawsze używam dobrze zrealizowanej muzyki rockowej, takiej jak stara płyta "Communique” Dire Straits. Dźwięk z niej szybko staje się "nosowy”, jeśli tylko coś jest nie tak z systemem. Zajmuje się Pan hi fi od 1986 roku. Co nadal inspiruje Pana do pracy? Nadal jest jeszcze wiele do zrobienia. Lubię patrzeć na reakcje ludzi z innych kultur na nasze urządzenia, w jaki sposób oni słuchają oraz jak zestawiają swoje systemy. No i zawsze jest wyzwanie polegające na odkrywaniu tajemnic ukrytych w audio. Robimy coś co jest dobre dla ludzi, a przed nami jest jeszcze wiele do zrobienia.
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |