Anita Lipnicka

Wróć do fineTIME


ANITA LIPNICKA Hard Land Of Wonder 15.12.09 ANITA LIPNICKA Z JOHNEM PORTEREM NA OSTATNIEJ PŁYCIE POWIEDZIELI SOBIE "GOODBYE". SŁOWA DOTRZYMALI. LIPNICKA NAGRAŁA SOLOWĄ PŁYTĘ POD OKIEM NIE BYLE KOGO, BO SAMEGO PETERA GABRIELA. BARDZO ŁADNĄ PŁYTĘ, Z JEDNYM "ALE." ... Słuchając jej ostatniego dzieła, mam wrażenie, że pogrywamy sobie w skojarzenia. Otwierający album "Car Door" brzmieniowo wodzi za nos. Zupełnie jakby skomponował go John Erik Kaada w czasie sesji "Music for Moviebikers". Gdy pojawia się głos, tracę grunt pod nogami, bo dałbym głowę, że to Chan Marshall, znaną szerzej jako Cat Power. Idziemy dalej? Proszę bardzo! Słuchając kolejnego, pod koniec nasuwa mi znów silne skojarzenie. Tym razem z Beth Gibbons z solowej płyty "Out of season". Tylko jakby dramaturgia nie tego kalibru. To też można potraktować jako największy zarzut do płyty. Urokliwe, przestrzenne kompozycje wykonane z pietyzmem. Dodając do tego świetny głos Lipnickiej, otrzymujemy piękną, nastrojową płytę na jesienno-zimowe wieczory. Mankamentem jest to, że pod tym głosem nie kryje się diabeł, jak choćby u wyżej wymienionych wokalistek. I choć nawet momentami robi się trochę ospale, to jednak i przyjemnie zarazem."Hard Land of Wonder" to piekna, nastrojowa płyta. Zgrabne piosenki, choć wszystkie - jedna po drugiej - bardzo stonowane. Nie brak na niej Lipnickiej, choć szkoda, że jednak tak mało. Z drugiej strony, czy ganić ją za to, że słuchanie "Hard Land of Wonder" przywodzi na myśl Beth Gibbons, Cat Power czy nawet Natashę Khan? Myślę, że można to też potraktować jako komplement.Łukasz Lembas

płyty Anita Lipnicka