Arcade Fire "The Suburbs"

Wróć do fineTIME


ARCADE FIRE KANADYJSCY INDIEROCKOWCY, UWAŻANI PRZEZ M.IN. „NEW MUSICAL EXPRESS” ZA PIERWSZY ZESPÓŁ GODNY NASZEGO STULECIA WRACAJĄ PO TRZECH LATACH Z ...TRZECIM ALBUMEM. PRZED „THE SUBURBS” CIĘŻKIE ZADANIE, W KOŃCU DZIĘKI DWÓM POPRZEDNIM PŁYTOM STALI SIĘ PUPILAMI NIE TYLKO PUBLICZNOŚCI, ALE I KRYTYKÓW. NAJNOWSZY ZESTAW PIOSENEK SYGNOWANYCH PRZEZ ARCADE FIRE UDOWADNIA, ŻE WCZEŚNIEJSZE PEANY NIE BYŁY NA WYROST. „The Suburbs” to chyba najbardziej prosty i czytelny album w dorobku Kanadyjczyków. Co istotne, szturmujący ucho od pierwszych taktów. Otwierający płytę, tytułowy utwór to śmiały ukłon w stronę estetyki retro, jakich na całej płycie znajdziemy znacznie więcej. W folk - rockowych kompozycjach słychać, że z Neil’em Youngiem są za pan brat. Dominują przede wszystkim pop–rockowe piosenki z barokowym zacięciem do aranżacji. Do przesady jednak daleko, wszystko dozowane ze smakiem. Tak, że mimo prostoty kompozycji, nudą nie zawiewa. Znalazło się też miejsce na upust punkowych fascynacji i to w najlepszym wydaniu. „Month of May” brzmi jakby był jakimś Clash’owym szlagierem, odkurzonym tylko na potrzeby najnowszej płyty Arcade Fire. „The Suburbs” to także opowieść o „dyskretnym „uroku” przedmieść. Dobrze to oddaje muzykę, która w dużej mierze stonowana i nastrojowa jest wycieczką w przeszłość autorów. Ciekawie, niebanalnie w swej pozornej prostocie. Po „The Suburbs” mam nadzieję, że w ich dorobek nie zakończy się na „do trzech razy sztuka”. Tekst: Łukasz Lembas 25.08.10 „The Suburbs”

płyty arcade fire