Autechre

Wróć do fineTIME


21.04.10 PISANIE O BRYTYJSKIM DUECIE AUTECHRE TO TROCHĘ JAK WYWAŻANIE OTWARTYCH DRZWI. ROB BROWN I SEAN BOOTH TO POSTACIE DLA MUZYKI ELEKTRONICZNEJ TAK WAŻNE JAK CHOĆBY DUŻY FIAT DLA POLSKIEJ MOTORYZACJI. OD LAT PO DZIŚ DZIEŃ SĄ FILAREM LONDYŃSKIEJ WYTWÓRNI WARP. Tekst: Łukasz Lembas


Ta jest z kolei ikoną eksperymentalnej elektroniki. Nic w tym nadzwyczajnego – to z nich inni wciąż czerpią garściami – na swojej działce dzielą i rządzą. Ostatnia pozycja w dyskografii Autechre zdaje się to tylko potwierdzać.Płytą „Oversteps" wracają w bardziej przystępne rejony odkładając na bok dotychczasowe eksperymenty, choć sporym nietaktem byłoby stwierdzenie, że stanęli w miejscu. Wbrew tytułowi albumu nie jest to też żaden przełom. Po prostu rozwinęli to, co dla nich charakterystyczne. Wciąż brzmią jak Autechre czyli... jak nikt inny.


I choć już tradycyjnie roi się na ich najnowszym dokonaniu od chłodnych, metalicznych dźwięków, to płyta potrafi rozpalić. Z pozoru spokojne, melancholijne kompozycje podszyte są charakterystycznym nerwem. Z jednej strony rozwlekają długie, ambientowe frazy mroźnych dźwięków syntezatorów zabierając w intymną podróż. Jak na islandzkich bezdrożach, gdzie nie absorbuje nas nic poza nieograniczoną przestrzenią. Z drugiej to przejmujące i bardziej zwarte kompozycje z wyrazistym rytmem w rodzaju „Ilanders". Tutaj mroczny klimat i zestaw ciarek przebiegających po plecach otrzymujemy w pakiecie. „Oversteps” potrzebuje uwagi, skupienia, by docenić urzekające i snute z cyzelerską precyzją nuty. Melodie, jakich nie usłyszymy w każdym radiu. Rozciągnięte, w przemyślany sposób ułożone dźwięki tworzą imponującą strukturę, która jak na Autechre jest zaskakująco łatwo przyswajalna. Się poleca.

muzyka płyty autechre