THE BLACK KEYS „El Camino” Tekst: Łukasz Lembas PONAD ROK TEMU, PO WYDANIU DOSKONAŁEJ POPRZEDNICZKI „EL CAMINO” ZATYTUŁOWANEJ „BROTHERS” AMERYKAŃSKI MAGAZYN „ESQUIRE” NAPISAŁ: „CZY THE BLACK KEYS SĄ NAJLEPSZYM ZESPOŁEM ROCKOWYM AMERYKI? NAJPRAWDOPODOBNIEJ”. MUZYKA TO NIE SPORTOWE ZAWODY, ALE SŁUCHAJĄC „EL CAMINO” ZACZYNAM TROCHĘ TEGO ŻAŁOWAĆ, BO DUET DAN AUERBACH I PAT CARNEY WYSMAŻYŁ PŁYTĘ IŚCIE MISTRZOWSKĄ!
Produkcja płyty wręcz pieści ucho. The Black Keys wespół z niejakim Danger Mousem (koleżka znany głównie z duetu Gnarls Barkely) wykręcili takie brzmienia, że ręce same składają się do oklasków. „El Camino” brzmi miękko i mocno zarazem. Charakterystyczny gitarowo-perkusyjny pazur nie został stępiony, choć słucha się tego jak popowej produkcji skrojonej pod największe, komercyjne radiostacje. Garażowy rock do radia? W XXI wieku? Oszalałem? Być może, ale co mi tam. W końcu siódmy album the Black Keys jest chyba ich najlepszym osiągnięciem, bo żadna z ich poprzednich płyt nie była tak chwytliwa. I to w całości!
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |