
DWUDZIESTOLATEK GRAJĄCY COUNTRY? SZCZERZE, PIĘKNIE I CZARUJĄCO? A JEDNAK! JEŻELI KTOŚ KIEDYKOLWIEK MYŚLAŁ, ŻE COUNTRY TO GATUNEK ZAREZERWOWANY DLA KNAJPIANYCH ZRZĘD Z POŁUDNIA STANÓW ZJEDNOCZONYCH CHWYTA „PAUPER FIELDS” – PŁYTOWY DEBIUT DYLANA LEBLANCA - I Z DZIECINNĄ ŁATWOŚCIĄ ŁAMIE TEN STEREOTYP. 01.09.10 DYLAN Tekst: Łukasz Lembas LEBLANC „Pauper Fields”

Ja sam jestem zdziwiony, że ten dzieciak brzmi tak dorośle. Nie chodzi jednak o to by dawać mu z tego powodu jakąkolwiek taryfę ulgową. Szczęście, że „Pauper Fields” tego nie wymaga. To zdecydowany krok żółtodzioba, który w dobie syntetycznych brzmień chwyta za gitarę i z akustycznym ansamblem snuje swoje opowieści matowym głosem. Ten wokal ma spore możliwości. Słychać jednak, że taki countro-folkowy miks to żadna chłodna kalkulacja, a najlepszy dla niego środek wyrazu. Odwaga odwagą, ale kompozycje z „Pauper Fields” to perełki. Lwią część wypełniają spokojne ballady lecz nie brakuje też skocznych wystrzałów w rodzaju „Changing of the Season”. Aranżacje może i trochę archaiczne, a nawet dość typowe. Trzeba jednak oddać cesarzowi co cesarskie. Wplótł w swoje pierwsze dzieło pełno świetnych melodii ubranych w sielankowe, choć częściej też i nastrojowe szatki. Myślę, że nie trzeba mieć farmy w Teksasie, by dać się uwieść. A może właśnie na naszych oczach wyrasta nowy Neil Young? Hmm, ja akurat wiem, że country można nie lubić, ale Dylana trzeba poznać.
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |