Dźwięki wielokrotnego użytku

Wróć do fineTIME


DŹWIĘKI RECYKLING CZYLI ODZYSK, POWTÓRNE PRZETWORZENIE ODPADÓW. O ILE CZŁOWIEK PRODUKUJE ŚMIECI ODPADY NA POTĘGĘ, O TYLE NIE WSZYSTKO NADAJE SIĘ DO PONOWNEGO WYKORZYSTANIA. MUZYKA – MIMO IŻ JEST DZIEŁEM CZŁOWIEKA, NIE POZWALA SOBIE NA JAKIEKOLWIEK MARNOTRAWSTWO. POWIEDZIAŁBYM, ŻE WRĘCZ GO NIE ZNOSI. WIELU JUŻ POKAZAŁO, JAK NADAWAĆ NOWĄ JAKOŚĆ ZATĘCHŁYM MUZYCZNYM STRZĘPOM. TAKI RECYKLING TO JAKBY ODKURZENIE, NADANIENIE ŚWIEŻOŚCI I ZAPACHU. 10.02.10 WIELOKROTNEGO Tekst: Łukasz Lembas UŻYTKU


Na zdjęciu: Wilhelm Sasnal, Bombowce, 1999 Sampli na szeroką skalę zaczęto używać już w latach 70., jednak wówczas jeszcze nikt nie myślał o tym, aby tworzyć całe autorskie dzieła przez duże „D” oparte tylko i wyłącznie na cudzych fragmentach. Muzyczne wycinanki, które z rodzimym Łowiczem wiele wspólnego nie mają, wciąż przyprawiają niektórych o gęsią skórkę. Po trosze to i racja, bo niby nic trudnego skleić utwór mając do dyspozycji studnię bez dna wypełnioną mniej lub bardziej zamierzchłymi dźwiękami. Sęk w tym, że poślizgnąć się jest niezwykle łatwo. Chodzi o to, by wnieść nową jakość, stworzyć muzyczny kolaż, który zaintryguje a nawet zachwyci. Przykłady? Proszę bardzo! Powiem krótko: „Donuts”. Odpowiedzialny za niego J Dilla czyli James Dewitt Yancey to niezwykle uzdolniony producent hip-hopowy, który nim przedwcześnie odszedł w 2006 roku, wydał wspaniały, instrumentalny album, który stał się jego pośmiertną, muzyczną wizytówką. J Dilla się w Detroit, stolicy soulu, gdzie rolę Białego Domu pełniła legendarna wytwórnia czarnej muzyki – Motown. Tworząc „Donuts” już na łożu śmierci, obłożony stosem winylowych płyt J Dilla złożył wspaniały hołd muzyce soulowej, tworząc w ponad 90% z cudzych sampli wspaniałe i przede wszystkim świeże dzieło. To niezaprzeczalny fakt, iż J Dilla, tylko dotykając muzycznych fragmentów, naznaczał je swoim niepowtarzalnym stylem. Mimo iż na innych płytach chwytał mikrofon w ręce, „Donuts” stał się dziełem, które w uszach krytyków najlepiej oddawało jego niezwykłą muzyczną osobowość, a sama płyta mogłaby pełnić rolę przewodnika po muzyce soulowej dla leniwych. By nie było zbyt prosto – przewodnika doprawionego wysmakowanymi, hip-hopowymi beatami.


Andrew Pekler to inna muzyczna bajka, ale klejenie cudzych dźwięków opanował znakomicie, czego namacalnym dowodem jest jego „Nocturnes, False Dawns & Breakdowns”. Ten urodzony na terenach dzisiejszego Uzbekistanu, a tworzący w Berlinie człowiek znany jest głównie fanom elektroniki. Jednak wspomniany album to równie niezwykły i porywający przykład w sztuce w stylu „kopiuj – wklej” (ewentualnie „wytnij - wklej”). Korzystając z niezwykle bogatego dorobku jazzmanów, z jakże owocnych dla tego gatunku lat 60. i 70., skonstruował zaskakujące dzieło. Zaskakujące, bo zatapiając się w zadymionych, jazzowych dźwiękach mamy wrażenie obcowania z pełnoprawną improwizacją. Brak tu typowej powtarzalności, przez co nie wiadomo do końca, gdzie zaczyna się kolejny sampel.Inaczej niż Kid Koala, który sztukę obsługi gramofonu opanował chyba w stopniu najwyższym z możliwych. Jego klejenie jest mocno dynamiczne, pełne niesygnalizowanych przejść. Kid Koala tworzy hip-hopowo-jazzowe formy wzbogacone o zabawne dialogi. Niby to wszystko pstrokate, można też ulec wrażeniu, że pasuje do siebie jak pięść do nosa. Słucha się tego jednak znakomicie, a czarowi jego pomysłów ulegli muzycy samego Radiohead zapraszając swego czasu na wspólne koncerty. Wydawca Kid Koala, szacowna londyńska Ninja Tune, to także wytwórnia polskiego duetu Skalpel, który stał się na przełomie wieków jednym z naszych bardziej reprezentatywnych towarów eksportowych. Łącząc nowoczesne brzmienia z samplami wyciętymi z polskich jazzowych płyt muzycy potrafili zaskarbić sobie niemały szacunek słuchaczy. Tym bardziej należy im się uznanie, iż udało im się zaistnieć na bardziej szanowanych niż polski rynkach muzycznych. Przy okazji przemycili na londyńskie parkiety stary rodzimy jazz zapewniając mu drugą młodość.Celem recyklingu jest ograniczenie zużycia surowców oraz zmniejszenie ilości odpadów. To tak z definicji, bo w muzyce przetworzyć można wszystko. Nie ma elementów bezużytecznych, wszystko leży tylko w gestii wyobraźni. Swoją drogą to dość zabawne, że fragmenty nagrań anonimowego zespołu, mogą stać się znakiem rozpoznawalnym lub trampoliną do sławy kogoś zupełnie obcego. Skoro jednak raz nagrana nuta jest energooszczędnym produktem wielokrotnego użytku, to dlaczego z niej nie skorzystać? Byle z pomysłem.


Na zdjęciu: Wilhelm Sasnal, Bombowce, 1999

płyty j dilla kid koala skapel