
FLYING LOTUS „Cosmogramma” WITAMY W ŚWIECIE STEVENA ELLISONA. OTO „COSMOGAMMA” CZYLI 17 MGNIEŃ FLYING LOTUSA. MGNIEŃ POKRĘCONYCH, TAJEMNICZYCH I WCIĄGAJĄCYCH JAK ODKURZACZ. TO RAPTEM JEGO TRZECI ALBUM, ALE JUŻ POPRZEDNIK – „LOS ANGELES” – WYWINDOWAŁ GO DO ŚWIATOWEJ CZOŁÓWKI PRODUCENTÓW I TWÓRCÓW NOWYCH BRZMIEŃ. Na nowej płycie nie raczy nas już firmowym daniem szefa kuchni – abstract hip-hopem. Najnowsze dzieło to prawdziwe studium rozmaitości. Jest jak najbardziej abstrakcyjnie, ale hip-hopu jak na lekarstwo. Unoszą się za to tumany jazzowego kurzu, ambientu, czy nawet bebopu! „Cosmogramma” to także fascynujące zbiorowisko muzycznych miniaturek, gdzie pod hałaśliwą, majaczącą pokrywą kryją się dźwięki niepospolite. A jak już się pojawia głos, to od razu z najwyższej półki. Magia Toma Yorka wciąż robi swoje, choć trzeba przyznać, że to współpraca pełną gębą, gdzie każdy zostawił po sobie coś charakterystycznego. Zacnych gościjest tu więcej żeby wspomnieć choćby Laurę Darlington czarującą głosem w „Table Tennis”. Znalazło się też miejsce na hołd dla ciotki – Alice Coltrane – w „Drips//Autie’s Harp”. Za wcześnie, by powiedzieć, że to John Coltrane elektroniki, ale podstawy są ku temu mocne. Łukasz Lembas 02.06.10 Przeczytaj:
Kim Nowak "Kim Nowak"
Jonsi "Go"
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |