
13.10.10 OCZYMA WYOBRAŹNI WIDZĘ SŁUCHACZY, KTÓRZY SIĘGNĄWSZY PO NAJNOWSZĄ PŁYTĘ KRZYSZTOFA HERDZINA ZACHODZIĆ BĘDĄ W GŁOWĘ, DLACZEGO WŁAŚNIE TAKĄ MUZYKĘ POSTANOWIŁ ZAPREZENTOWAĆ NA SWOJE 40. URODZINY. SAM ZRESZTĄ TAKŻE SIĘ NAD TYM ZASTANAWIAŁEM. BEZ POWODZENIA JEDNAK. Tekst: Maciej Karłowski

Najczęściej myślimy o nim jak o jazzmanie. Bo pięć lat u Namysłowskiego, bo własne trio, bo koncerty z Marią Schneider, Gregoirem Marretem i plejadą innych artystów z Polski i zagranicy. A jednak muzycznych twarzy Krzysztofa Herdzina da się wyodrębnić o wiele więcej. Czasem odsłania przed nami oblicze aranżera nadającego kompozycjom innych twórców nową dźwiękową szatę. Czasem staje za dyrygenckim pulpitem, aby z batutą w ręce przeprowadzić nas przez kolorystyczne niuanse wielkoorkiestrowych brzmień. Kiedy indziej romansuje z X muzą, aby po już chwili z równym znawstwem, choć nie jako postać pierwszoplanowa, odnaleźć się w przestrzeni muzyki popularnej.Toteż sięgając po „Symphonicum” będziemy z pewnością zdumieni. Może przez chwilkę nawet zdezorientowani. W tym przypadku objawi nam się bowiem Krzysztof Herdzin przede wszystkim jako kompozytor. Co więcej kompozytor próbujący swych sił na polu muzyki współczesnej. Wręcz zaryzykować można stwierdzenie, że Herdzin – kompozytor cały składa się tradycji i całą tę wielką tradycję muzyczną, którą zna i której jest nad wyraz świadomy, przefiltrowuje jak to ma w zwyczaju przez własne wyobrażenie piękna. I to właśnie jawi mi się jako najważniejsza cecha jego muzyki. Jest obecna w każdej odsłonie „Symfonicum”, niezależnie czy utwór napisany jest na fortepian Waldemara Malickiego, saksofony Jerzego Główczewskiego i Piotra Barona, głos Jacka Kotlarskiego czy orkiestrę Sinfonia Varsovia.

Oczywiście bez większych trudów uda się wskazać te najsilniejsze inspiracje. Bez kłopotu zidentyfikujemy w niej echa wielkiej symfoniki rosyjskiej, sympatię dla Karłowicza i Szymanowskiego. Obudzimy skojarzenia z muzyką filmową albo znów w zakamarkach barw i rytmów wytropimy delikatny jazzujący feeling. I dobrze, że tak jest. Dobrze, że na muzyczny kształt „Symphonicum” składa się tak wiele elementów. Dobrze również, że zachowana i jest ta olśniewająca ciągłość między tym co dawniejsze i tym co ważne teraz.Kiedyś dawno Charles Ives powiedział, że zbyt często muzyka pozwala uszom wygodnie rozeprzeć się w fotelu. Dziś my sami nazbyt często pozwalamy, aby nasze uszy pospiesznie przykucnęły na grubo ciosanym, twardym zydlu muzyki byle jakiej. Być może dzięki Krzysztofowi Herdzinowi przypomnimy sobie jak wiele zależy od jakości, jak wiele można utracić nie dając muzyce szansy przemówienia i jak ważny jest czas, potrzebny by muzyka zabrzmiała w nas samych.
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |