JILL SCOTT „The Light Of The Sun” Tekst: Łukasz Lembas RZUT OKIEM NA OKŁADKĘ I SYTUACJA OD RAZU SIĘ KLARUJE: CIEPŁE, BUJAJĄCE BITY. JEST SEKSOWNIE I OLDSCHOOLOWO ZARAZEM. WÓZ NA OKŁADCE PAMIĘTAJĄCY PEWNIE CZASY JFK TEŻ NIE ZNALAZŁ SIĘ TAM PRZYPADKIEM. W ESTETYCE NEOSOULU JILL SCOTT CZUJE SIĘ JAK RYBA W WODZIE. PRZEDROSTEK „NEO” ODNOSI SIĘ JEDNAK GŁÓWNIE DO PRODUKCJI – CIEPŁEJ I WYSMAKOWANEJ, BO MUZYCZNIE „THE LIGHT OF THE SUN” CZERPIE Z NAJLEPSZEJ SPUŚCIZNY CZARNEJ MUZYKI, GŁÓWNIE JAZZU I SOULU, CHOCIAŻ CZASEM PONOSI JĄ NAWET W REJONY FUNKY I HIP-HOPU!
Wyjątkowa to płyta, bo materiał w większości powstał podczas klasycznych jam sessions. Gdzie by ucha nie przyłożyć, to słychać tę niesamowitą pulsację, w której emocje biorę górę nad chłodną kalkulacją. Tym większe brawa, bo dzisiaj mało kto pozwala sobie pójść na żywioł. „The Light Of TheSun” to żywioł, ale z jasnym konceptem. Świetny zagrany, bez wirtuozerii, ale z kapitalnym wyczuciem. Efekt może być w takim przypadku tylko jeden: tętniąca życiem, tłusta i gęsta muzyka. Epicentrum jest jednak gdzie indziej. To piękny, bezwstydnie wręcz zmysłowy głos Jill Scott, która przecież dobiega już czterdziestki, a mam wrażenie że z wiekiem przybywa jej seksapilu. Przy okazji jeszcze zaśpiewa jak jej zagrają, a może na odwrót...?! Pal licho jak było naprawdę. Grunt, że działa!
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |