JULIA MARCELL

Wróć do fineTIME

JULIA MARCELL „June” Tekst: Łukasz Lembas JEŚLI KTOŚ ZACZYNA Z TAKIM BŁYSKIEM, JAK CHOĆBY JULIA MARCELL Z „IT MIGHT LIKE YOU”, TO NATURALNE, ŻE SŁUCHACZE OCZEKUJĄC PŁYTOWEGO NASTĘPCY NIE ŁYKNĄ BYLE SUCHARA. CHCĄ PŁYTY CO NAJMNIEJ TAK DOBREJ JAK SOCZYSTY, BEZPRETENSJONALNY DEBIUT I W ZUPEŁNOŚCI TO ROZUMIEM. NIEJEDNOKROTNIE Z DRUGĄ PŁYTĄ SEN O WIELKOŚCI PĘKA JAK BAŃKA MYDLANA. JEDNA JASKÓŁKA WIOSNY NIE CZYNI I TO SIĘ NA RYNKU MUZYCZNYM SPRAWDZA JAK NIGDZIE INDZIEJ. NIBY WCIĄŻ MÓWIMY O ŚWIETNYCH WOKALISTACH/PIOSENKARZACH/ZESPOŁACH, ALE UŻYWAJĄC JUŻ CZASU PRZESZŁEGO. ZNACIE TO PRAWDA? DOBRZE, POZNAJCIE WIĘC JULIĘ MARCELL, KTÓRA POWYŻSZY SCHEMAT OMIJA SZEROKIM ŁUKIEM.

Najprościej byłoby napisać, że Julia Marcell test drugiej płyty zdała w sposób wymarzony, czyli śpiewająco. Dodajmy więc przysłowiową łyżkę dziegciu, by mieć to za sobą: „June” trochę mnie zadziwia niekonsekwencją. Raz słyszę polski, raz angielski, a choć sama Julia Marcell vel Julia Górniewicz mieszka w Niemczech, języka Nietzschego już nie uświadczam....i w zasadzie czepialstwa byłoby na tyle. „June” jest płytą, którą po prostu chce się słuchać. Począwszy od tytułowego wstępniaka, poprzez znakomity singiel w postaci „Matrioszki” aż po sam smaczny finisz („Aye Aye”). Melodie w dychę, produkcja podobnie, a na szczególną pochwałę zasługuje pomysłowość, która gwiazdy polskiej estrady powinna zwyczajnie zawstydzić. To, że Julia Marcell jest zdolną dzierlatką, przekonywać nikogo nie powinienem. W końcu sprawnie operuje zarówno na skrzypcach jak i na fortepianie. Jednak „June” wobec „I Might Like You” potwierdza, że Julii nikt nie przygwoździł do sztywnej stylistyki. Na najnowszej płycie mruga do Bat For Lashes, jednocześnie owocnie grając z estetyką Kate Bush. Jest energetycznie i sensualnie. Jakbym miał tylko pod ręką tron królowej polskiego popu, bez wahania bym jej go oddał.

muzyka płyta julia marcell