
26.05.10 Tekst: Łukasz Lembas PAMIĘTAM, JAK KILKA LAT TEMU W RADIOWEJ TRÓJCE WAGLEWSKI SENIOR ZE ŚMIECHEM WSPOMINAŁ MŁODOŚĆ SWYCH POTOMKÓW I ICH FASCYNACJĘ IRON MAIDEN. PANOWIE BARTOSZ I PIOTR WAGLEWSCY – RZECZENI SYNKOWIE – ZNANI BARDZIEJ JAKO FISZ I EMADE OD KORZENI SIĘ NIE ODCIĘLI. ZRESZTĄ POPRZEDNIA ICH PŁYTA NAZNACZONA ESTETYKĄ OLDSCHOOLOWEGO HIP-HOPU ZDRADZAŁA FASCYNACJĘ MOCNIEJSZYMI BRZMIENIAMI.

Co by jednak nie powiedzieć takiej płyty, jaką nagrali we współpracy z gitarzystą Michałem Sobolewskim, nie spodziewałem się ani trochę. Brud, jazgot, rock'n'roll w najlepszym wydaniu. Zeppelinowy ogień, pustynny kurz Queens of the Stone Age i bluesowa wrażliwość. Chwalą się na prawo i lewo, że płyta nagrana na żywo, bez pomocy komputerów. Takie gadanie, z Tworzywem Sztucznym zdążyli już pograć na prawdziwych instrumentach. Tak kalorycznie jednak jeszcze nie było, mimo iż nigdy nie ukrywali rockowo-punkowej przeszłości. Chociaż słyszałem Fisza w lepszej formie tekstowej, to chyba nie to jest kluczem do sukcesu. Z drugiej strony ton też bardziej ponury niż dotychczas. Sednem Kim Nowak jest jednak energia, szaleńcze solówki z przymrużeniem oka, punkowy wykop i zero przesadzonej maniery. Wchodzę w to.
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |