Lcd Soundsystem

Wróć do fineTIME


Tekst: Łukasz Lembas 16.06.10 STRASZNIE NUDNY TO ZESPÓŁ. WYDAŁ W CIĄGU PIĘCIU LAT 3 DŁUGOGRAJĄCE ALBUMY, KAŻDY DO SIEBIE PODOBNY. WSZYSTKIE TAK SAMO DOBRE. DO KAŻDEGO DOŁĄCZONY ZESTAW PEANÓW ZE STRONY KRYTYKÓW ORAZ FANÓW. TYM RAZEM NIE JEST INACZEJ. Na ostatnim – „This is happening” od wejścia wiadomo o co chodzi. Tytuł: „Dance Yrself Clean” wyjaśnia wszystko. Typowa dla LCD Soundsystem nieznośna lekkość bitu, uzależniające melodie. Definicja disco-punka numer trzy w wykonaniu Jamesa Murphy’ego. Z tą różnicą, że ani punkowego nihilizmu, ani przaśności disco tu nie znajdziemy. Z pozoru prosta muzyka, sklecona z niezwykłym pietyzmem i dawką energii o jakiej polska reprezentacja w piłce nożnej wciąż może tylko marzyć.


Płyta, dzięki której po włączeniu opcji „repeat” w odtwarzaczu rozgrzeje do czerwoności każdą imprezę, choć z autopsji wiem, że nawet rozbuja podczas niewdzięcznego odkurzania. Ten album, to kolejny – niestety ostatni – rozdział projektu LCD Soundsystem autorstwa Murphy’ego, gdzie rozwija opracowaną formułę puszczając oczko w kierunku rave’u („One Touch”) czy nawet melodyki i brzmień zapożyczonych od Davida Bowiego. Śmiem nawet twierdzić, ze paleta brzmień jest szersza niż kiedykolwiek, zachowując jednocześnie charakterystyczny sznyt. Grzegorz Markowski z Perfectu rzekomo wie, kiedy ze sceny zejść, ale jakoś tego nie czyni. LCD Soundsystem robi to w momencie wymarzonym – po nagraniu świetnej płyty, więc słuchanie ma wymiar słodko-gorzki, że więcej nie dostaniemy, bo tak właśnie obwieścił James Murphy. Pamiętajmy jednak też o tym, że tylko krowa nie zmienia zdania.

muzyka płyty lcd soundsystem