Niwea...01

Wróć do fineTIME


NAJPROŚCIEJ O TEJ PŁYCIE MÓGŁBYM NAPISAĆ PARAFRAZUJĄC SŁOWA SAMEGO WOJTKA BĄKOWSKIEGO. ZADAJĄC SOBIE PYTANIE: "CO TO JEST ZA MUZYKA W OGÓLE?" - ODPOWIADAM: NOOO, MUSZĘ POWIEDZIEĆ, ŻE TAKIE TEN, KAWAŁKI JAK TE, TO JA LUBIĘ... JAK NIE WIEM. 30.03.10 NIWEA...01 Tekst: Łukasz Lembas Zdjęcia: Kamil Strudziński


Tandem Bąkowski - Szczęsny to już nazwiska dość uznane, ale wciąż młode, świeże. Pierwszy zdążył już zaistnieć z grupą KOT, Szczęsny zapracował na miano jednego ze zdolniejszych twórców rodzimej elektroniki. Ich wspólny projekt NIWEA jest krokiem w przód dla każdego z nich. Wojtek Bąkowski melodeklamuje z charakterystyczną już manierą, teksty wydają się bardziej przystępne. No właśnie - nie jestem pewien, czy „przystępne” to jest właściwe określenie. W pewnym sensie zabawne, ale i piekielnie smutne z drugiej strony. Wyrwane z codziennego języka, tego zakamuflowanego – domowego, z „blokowego zacisza”, choć nie umykające od wycieczek w opary absurdu. Słuchając „...01” przychodzi na myśl film Takiego pięknego syna urodziłam. Zwłaszcza promujący album „Miły, młody człowiek” jest jakby muzycznym dopełnieniem tego porażającego obrazu. Zresztą nie tylko tego. Nasuwają się również skojarzenia choćby z Dniem świra czy nawet Wojną polsko-ruską Masłowskiej. Sama NIWEA doskonale wpisuje się w estetykę społecznego szkła powiększającego. I niech nikogo nie zawiedzie na manowce celowe ubóstwo tej płyty. Wymuskana i dopracowana forma na przestrzeni tych raptem 35 minut ani na moment nie nudzi. Pełnego obrazu dopełniają minimalistyczne dźwięki: garść elektroniki, szczypta hip-hopowego bitu, a w smaku przywołujące brzmienia syntezatorów z lat 80. Klimatem do tekstów pasują jak szyte na miarę. Spójnie, pomysłowo. Efekt jest porażający. Brawo! No...

muzyka płyty niwea