
Na zdjęciu: Katarzyna Kozyra, Piramida zwierząt, 1993 David LaChapelle, Kylie Minogue OBRAZY „JAK CIĘ WIDZĄ, TAK CIĘ PISZĄ” – TO POWIEDZENIE NIBY WYŚWIECHTANE JAK REKLAMY PROSZKU DO PRANIA. A MOŻE JEDNAK, PARAFRAZUJĄC – JAK CIĘ WIDZĄ, TAK CIĘ SŁYSZĄ? 19.01.10 MUZYKI Łukasz Lembas

Na zdjęciu: Wilhelm Sasnal, Bombowce, 1999 By wyobrazić sobie, jak ważny jest w muzyce obraz, spoglądam na okładkę debiutanckiego albumu grupy The Doors. Zdjęcie zdobiące album autorstwa Joela Brodsky’ego to przykład nieśmiertelności grupy i jej charyzmatycznego frontmana, mimo iż dziś od jego tragicznej śmierci dzieli nas blisko 40 lat. Na dobrą sprawę Brodsky zapewnił nieśmiertelność także sobie, tworząc ikonę, którą dziś kojarzona jest chyba nawet bardziej niż muzyka samych the Doors. Notabene, za fotografię z okładki debiutanckiego krążka grupy Jima Morrisona i spółki otrzymał nominację do nagrody Grammy a.d. 1967. Sam Brodsky natomiast to nieomal nieoficjalny członek the Doors jako autor zdjęć ich pięciu okładek płytowych, jak i licznych, równie charakterystycznych sesji zdjęciowych. Zmarły w 2007 roku amerykański fotograf w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, jak sam stwierdził po sesji z zespołem Kiss, stracił cierpliwość do muzyków i powrócił do fotografii reklamowej i mody. Nie ulega jednak wątpliwości, iż do historii przeszedł jako „fotograf rocka”, a wśród 400 okładek, jakie popełnił, znajdujemy tak wybitnych i różnych zarazem artystów jak choćby Iggy Pop & the Stooges, Aretha Franklin, Joan Baez czy Tom Waits. Coś jest na rzeczy... W kulturze popularnej muzyka bez oddającego jej charakter obrazu nieomal nie istnieje. Dokładniej – nie pozwala jej zaistnieć. Poczynając od najbanalniejszej, wydawałoby się formy czyli okładki, którą poznajemy zazwyczaj wcześniej niż samą muzykę, czyli to co wydawałoby się najważniejsze. Joel Brodsky, The Doors

Idźmy dalej jednak, bo nie samą okładką żyje fan muzyki. Od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku teledysk stał się niemalże obowiązującym kanonem w promocji muzyki rozrywkowej. Kiedy myślę – teledysk – od razu na myśl przychodzi mi Anton Corbijn. Jeden z najbardziej cenionych reżyserów wideoklipów to przede wszystkim doskonały fotograf, którego nazwisko zatoczyło szersze kręgi za sprawą filmu „Control” – historii grupy Joy Division i jej charyzmatycznego lidera – Iana Curtisa. Filmu, który stał się przy okazji świetną, magnetyzującą wizytówkę tego legendarnego zespołu. Sam Corbijn nie wziął się jednak z kapelusza. Wcześniej ciężko pracował na swój autorytet jako autor hipnotyzujących ale i surowych zarazem, portretów muzyków (od Milesa Davisa poprzez Toma Waitsa na U2 kończąc), ale i doskonałych teledysków dla takich choćby grup jak Depeche Mode, Nirvana, U2, Metallica czy Nick Cave & the Bad Seeds. Kadr z filmu "Control", reż. Anton Corbijn

Na zdjęciu: Wilhelm Sasnal, Bombowce, 1999 Nie jest to jednak nic szczególnego, że reżyserię teledysków powierza się cenionym fotografom. Wystarczy wspomnieć tu jeszcze takie postacie David LaChapelle – prawdziwa supernowa wśród fotografów, uczeń samego Andy’ego Warhola. „Nie ma znaczenia czy obraz przedstawia Mona Lisę, banana czy okulary Hansa Rittmana – ważne żeby to było naprawdę 'pop'!” – to zdanie mistrza pop artu wziął sobie chyba też szczególnie do serca, bo bez dwóch zdań jest artystą o masowej sile rażenia. Współpracował z takimi tytułami jak choćby „Rolling Stone”, „Vanity Fair” czy „Vogue”. Ten wzięty fotograf od ponad piętnastu lat tworzy także obrazy do muzyki, wśród których jedna gwiazda jaśniejsza od drugiej – od Eltona Johna, poprzez Mariah Carey, Amy Winehouse, a nawet Britney Spears, zgarniając przy okazji nagrody za wideoklipy No Doubt czy Moby’ego. Portfolio bez dwóch zdań imponujące. O ile jednak LaChapelle z celebrytami ma do czynienia cały czas, to już ceniona za stricte konceptualną twórczość o, nazwijmy to lekkim zabarwieniu erotycznym - Ellen von Unwerth również popełniła kilka teledysków, choć pewnie mało kto zdaje sobie z tego sprawę (m.in. Duran Duran, Christina Aguillera). David LaChapelle, Elton John

Na zdjęciu: Wilhelm Sasnal, Bombowce, 1999 W Polsce mamy także doskonały przykład na to, że ceniony fotograf może się również doskonale sprawdzić zarówno jako twórca okładek płytowych, jak i reżyser teledysków. Działalność Jacka Poremby to nie tylko współpraca z najważniejszymi polskimi tytułami w rodzaju „Vivy”, „Twojego Stylu” czy „Gali”, lecz także właśnie okładki płyt (m.in. Jopek, Nosowska, Lipnicka/Porter) jak i reżyseria teledysku „Moje miasto” – piosenki z debiutanckiej, nolens volens doskonałej płyty Marii Peszek „Miasto mania”.To że artyści fotograficy odpowiadają za okładki płytowe zupełnie mnie nie dziwi. Jednocześnie fotograf jako reżyser teledysku nie jest już tak oczywistą sprawą. Wspólnym mianownikiem wydaje się być film reklamowy, z którego czerpią twórcy teledysków. Zwłaszcza, że w tak krótkiej formie jak teledysk trzeba przykuć uwagę widza właśnie charakterystycznym obrazem. Niemniej jednak, patrząc choćby na życiorys holenderskiego mistrza Corbijna, któremu muzyka towarzyszy od początków przygody z aparatem fotograficznym, nie trudno ulec wrażeniu, że prędzej czy później zmierzyłby się z teledyskową formułą. Widocznie nie każdy może dostrzec obraz słysząc muzykę?! Jacek Poremba, Katarzyna Nosowska
fotografia poremba corbijn lachapelle
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |