Paristetris – Honey Darlin Tekst: Łukasz Lembas Najbardziej wybuchowa mieszanka, jaką można zmieścić w jednym zespole? Urodziwa, charyzmatyczna i świetnie operująca strunami głosowymi wokalistka z Argentyny - Candelaria Saenz Valiente. Dodajmy równie uzdolnionego, co szalonego pianistę, a zarazem męża wspomnianej gorącokrwistej latynoski – Marcina Maseckiego. Mało? Na czubek tortu dokładamy zatem największego muzycznego stachanowca naszych czasów – Macia Morettiego, tym razem sprawnie łomoczącego w bębny. Efekt? Oczywiście, że piorunujący!
To trio (na „Honey Darlin” uzupełnione o Bartka Magneto, Eddie Stevensa oraz Marcina Lenarczyka) owocnie krzewiąc miłość polsko – argentyńską jest równie nieprzewidywalne, co na debiucie. Tutaj niby trochę ugrzecznione, bardziej zwarte, ale wciąż przypominające beczkę dźwiękowego prochu, co rusz eksplodującą rozmaitymi, dziwnymi dźwiękami. Tematów do zakręcenia nóżką jest zdecydowanie dużo. Trzeba jednak uważać, by tej nóżki nie skręcić. Paristetris potrafią zamieszać jak mało kto. Nie na siłę, a z niebywałą swoboda łączą electro, ckliwe ballady, infantylne melodyjki i jakiś bliżej nieokreślony łomot. Wszystko z dużym przymrużeniem oka, ale wsparte doskonałym warsztatem instrumentalnym. Nieźle dają popalić, a na koniec koją dwoma urodziwymi, onirycznymi balladami. Bez szczególnych zaskoczeń, ale co klasa to klasa. Pytanie jednak, czy to wszystko na poważnie? Bladego pojęcia nie mam. Bawię się jednak przy tym wybornie.
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |