
20.10.10 PINK FREUD TO OBECNIE IKONA JAZZU NAD WISŁĄ. MÓGŁBYM NAPISAĆ, ŻE WZIĘLI SIĘ ZNIKĄD I ZNIENACKA JEDNOCZEŚNIE – W KOŃCU TAK ZACZYNAJĄ SIĘ DOBRE HISTORIE. WYKAZAŁBYM SIĘ JEDNAK NIE LADA DYLETANCTWEM. W KOŃCU WIADOMO, ŻE PINK FREUD ZRODZIŁ SIĘ W GDAŃSKU. NIE ZNACZY TO JEDNAK, ŻE TA HISTORIA BĘDZIE NUDNA I PRZEWIDYWALNA. Tekst: Łukasz Lembas

Gdańsk to miasto w którym wcześniej od Pink Freud zrodził się yass – stylistyczny konglomerat z jazzem w mianowniku i „czym popadło” w liczniku. Dlaczego się upierać przy karkołomnym tłumaczeniu yassu za pomocą wzoru matematycznego? A dlaczegóżby nie?! Dziwnym trafem idealnie to pasuje do z lekka wywrotowej muzyki trójmiejskich składów yassowych, które nadają zawadiackie tytuły równie pokręconym kompozycjom. Nie da się ukryć, że na tej żyznej glebie wyrósł zespół zdrowy i dorodny – Pink Freud.

Poza tendencją do nadawania dziwnych tytułów (choćby „Golonka sobotniej nocy” z debiutanckich „Zawijasów”) jak ich yassowi pobratymcy również oddali się muzycznej poligamii. Tak więc z jazzem był oficjalny ślub, ale skoki w bok – to w rocka, to w elektronikę, a po drodze całus z folkiem zdarzały się nad wyraz często. Od początku stało się to ich znakiem rozpoznawczym, ale i niezwykłą siłą napędową. O ile płyty takie jak wspomniane „Zawijasy” jak i „Sorry Music Polska” (nie zapominajmy o tendencjach do słownej zabawy) były o tyle pokręcone, co stosunkowo łagodne, to scena ujawniała zwierzęcość składu, którego człon stanowili Mazolewski, Ziętek oraz Staruszkiewicz.

Pink Freud jest jak koncertowe perpetuum mobile, pełne ognia i niewyczerpanej energii. Musieli sobie z tego zdawać sprawę wydając dwa albumy koncertowe, które w pełni oddają ich żywiołowość. W tzw. międzyczasie pokusili się również o album studyjny, którego już sam tytuł zdradza pokątnie tendencje zespołu Pink Freud a.d. 2007. „Punk Freud” - bo taki tytuł nosił album - to rezygnacja z elektroniki na rzecz punkowej surowości i zadziorności. Energetyczna pozycja w ich dorobku pokazała, że zespół nie stoi w miejscu a ewoluuje zdobywając przy tym nowych fanów, jednocześnie nie tracąc starych. Trudna sztuka, ale jak widać - możliwa do wykonania. Sukces goni sukces i tak dochodzi do spektakularnego przełomu czyli zawiązania współpracy z dużą wytwórnią – Universal Music Polska, której nakładem ukazuje się ostatni jak dotychczas album – „Monsters of jazz”. To z kolei powrót do bardziej eklektycznych brzmień, ale jednocześnie kolejne doskonałe osiągnięcie trójmiejskiej formacji. Świetne wyważenie proporcji, nie wiadomo gdzie kończy się elitarny jazz, a zaczyna mainstream. Nie rezygnując z eksperymentów i podążania własną ścieżką potrafią wstrzelić się w gusta szerszej publiczności. Na koncertach pozostają jednak nieokiełznanym jazzowym potworem. Spokojnie, ten potwór nie gryzie „tylko” zachwyca.

Pink Freud jest jak koncertowe perpetuum mobile, pełne ognia i niewyczerpanej energii. Musieli sobie z tego zdawać sprawę wydając dwa albumy koncertowe, które w pełni oddają ich żywiołowość. W tzw. międzyczasie pokusili się również o album studyjny, którego już sam tytuł zdradza pokątnie tendencje zespołu Pink Freud a.d. 2007. „Punk Freud” - bo taki tytuł nosił album - to rezygnacja z elektroniki na rzecz punkowej surowości i zadziorności. Energetyczna pozycja w ich dorobku pokazała, że zespół nie stoi w miejscu a ewoluuje zdobywając przy tym nowych fanów, jednocześnie nie tracąc starych. Trudna sztuka, ale jak widać - możliwa do wykonania. Sukces goni sukces i tak dochodzi do spektakularnego przełomu czyli zawiązania współpracy z dużą wytwórnią – Universal Music Polska, której nakładem ukazuje się ostatni jak dotychczas album – „Monsters of jazz”. To z kolei powrót do bardziej eklektycznych brzmień, ale jednocześnie kolejne doskonałe osiągnięcie trójmiejskiej formacji. Świetne wyważenie proporcji, nie wiadomo gdzie kończy się elitarny jazz, a zaczyna mainstream. Nie rezygnując z eksperymentów i podążania własną ścieżką potrafią wstrzelić się w gusta szerszej publiczności. Na koncertach pozostają jednak nieokiełznanym jazzowym potworem. Spokojnie, ten potwór nie gryzie „tylko” zachwyca.
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |