tUnE-yArDs „w h o k i l l”

Wróć do fineTIME

tUnE-yArDs – „w h o k i l l” tekst: Łukasz Lembas PŁYTY SĄ JAK OGIEŃ. NIEKTÓRE Z NICH ZAJMUJĄ NAS NIEZWYKLE SZYBKO, JAK KARTKĘ PAPIERU. KARTKA JEDNAK SZYBKO PŁONIE I PO OGNIU POZOSTAJE JEDYNIE WSPOMNIENIE. INNE POTRAFIĄ DOCIERAĆ DO NAS DŁUŻEJ, ALE TEŻ WZBUDZĄ ŻAR NA DŁUGO. ZUPEŁNIE TAK JAK OGIEŃ ZAJMUJE BRYŁĘ WĘGLA. MAM NIEODPARTE WRAŻENIE, ŻE DRUGI ALBUM TUNE-YARDS TO I JEDNO I DRUGIE. ROZPALA NIEZWYKLE SZYBKO. JEDNOCZEŚNIE NIE ZAPOWIADA SIĘ, BY OGIEŃ MIAŁ SZYBKO ZGASNĄĆ. NIE WIERZYCIE? POSŁUCHAJCIE „W H O K I L L”!

Dźwięków tu co niemiara i to różnorakich. Bałagan jest jednak jedynie pozorny, bo w końcu i tak zwycięża pulsacja i tendencja do niewymuszonych pląsów. To, że przez płytę przetacza się dźwiękowy huragan, sprawia też, że nie sposób wrzucić tej muzyki do jednego stylistycznego worka. To chyba główny atut dowodzonego przez Merill Garbus tUnE-yArDs. Mam wrażenie, że „W h o k i l l” zahacza o wszystkie stylistyki, o które tylko ma możliwość. Tym sposobem w 10 utworach znajdziemy folk, R&B, funk, afro-beat, pop (a może wręcz afro-pop?!), rock i... akustyczną balladę. Wymieniać dalej? Nie ma takiej potrzeby. Stylistyki się mieszają jak w wielkim, buzującym kotle, ale ani na moment nie tracimy orientacji, że słuchamy Tune-Yards. Merill Garbus potrafi zaśpiewać jak jej zagrają: szaleńczo, chwytliwie, lirycznie. Zespół nie zostaje w tyle i swoje zadanie odrabia wręcz wzorowo. Serwując kawałek muzyki niezwykle złożonej acz chwytliwej. Efekt takiej kolaboracji może być tylko jeden. Piorunujący.

muzyka płyty tune yards