TYLER THE CREATOR „Goblin” Tekst: Łukasz Lembas LEDWIE SKOŃCZYŁ 20 WIOSEN, A JUŻ OD CZASU DEBIUTU W 2009 ROKU STAJE SIĘ O NIM CORAZ GŁOŚNIEJ. CAŁA AFERA O TAKIEGO SMARKACZA? A JEDNAK! TYLER THE CREATOR WDZIERA SIĘ W MUZYCZNY ŚWIAT NICZYM NÓŻ W MASŁO I WCALE NIE WYGLĄDA, BY MIAŁ BYĆ GWIAZDKĄ JEDNEGO SEZONU.
Tyler nie słodzi i nie kłania się nikomu. Zasala wszystkim po równo, choć z otwartą przyłbicą. „Fuck’ów” i innych pięknie brzmiących w anglosaskim języku epitetów jest tu co niemiara, choć konkretnych treści na „Goblin” w żadnym wypadku nie brakuje. Jest z Tylera rozbójnik z krwi i kości – w ciągu dwunastu lat edukacji zdołał zaliczyć... tyleż samo szkół. Chyba nie musze dodawać, że tych szkół nie zmieniał w nagrodę za doskonałe wyniki. W tekstach zresztą bez żenady obnaża się z osobistych historii, które mogłyby zapełnić elementarz złego wychowania. W teledyskach mrozi krew w żyłach (rewelacyjne „Yonkers”). Krytycy i słuchacze są zgodnie podzieleni, ale obojętnie nie przechodzi nikt. Muzyka z „Goblin” to surowo brzmiący hip-hop. Sam Tyler też zdaje się być wierny aż po grób estetyce punkowej i szkole „DoItYourself” będąc współproducentem swojego wydawnictwa. Nielekko, niegrzecznie. Nie posłuchać? Grzech!
muzyka płyty tyler the creator
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |