
Tekst: Ada Grzelewska „CHOROBA JEST NOCNĄ PÓŁKULĄ ŻYCIA, NASZYM BARDZIEJ UCIĄŻLIWYM OBYWATELSTWEM. OD DNIA NARODZIN KAŻDY Z NAS POSIADA BOWIEM JAKBY DWA PASZPORTY – PRZYNALEŻY ZARÓWNO DO ŚWIATA ZDROWYCH, JAK I DO ŚWIATA CHORYCH” Czytając Dzienniki Virginii Woolf można odnieść wrażenie, że życie pisarki było rozpięte pomiędzy dwiema skrajnościami: głęboką depresją i pełną wrażeń aktywnością. Zapiski „pogodnych dni” przykuwają uwagę czytelnika plastycznością opisu i trafnością charakterologicznych obserwacji, niemniej jednak barwne kreacje zwyczajnych wydarzeń przeplatają momenty choroby i załamania. Pośród ogromnej liczby zapisków owe „najazdy melancholii” są zazwyczaj zaznaczone lakonicznymi uwagami, ale ich wyraźny ślad to wielotygodniowe luki w dzienniku. Właśnie z doświadczenia wycięcia z rytmu zwykły dni zrodził się esej O chorowaniu.Punktem wyjścia dla swoich rozważań czyni Woolf pytanie dlaczego „choroba nie zajęła wraz z miłością, orężem i zazdrością miejsca pośród głównych tematów literatury”. W momencie pisania eseju przykuta do łóżka kobieta stawia postulat stworzenia nowego języka „pierwotniejszego, bardziej zmysłowego, bardziej wulgarnego”, który umożliwiłby choremu wyartykułowanie stanu, w jakim znajduje się jego cierpiące ciało – a w dalszej perspektywie – pozwolił temu doświadczeniu zaistnieć na kartach literatury. Kto spisze powszechny dramat ciała? 03.03.10

Proza, poezja – czy szerzej twórczość – ucieka od tego co wiąże się z mało efektowną stroną cielesności. Zwracając się ku metafizyce woli „zapomnieć” o perypetiach ciała. W pewnym sensie nawet brzydzi się chorobą rozumianą jako wstydliwy defekt natury człowieka, który pragnie widzieć siebie tylko poprzez pryzmat tego co wzniosłe, piękne, szlachetne i indywidualne.Ponadto choroba jest jawną dezercją z codzienności. Stawia człowieka w opozycji do „armii wyprostowanych”, wyrzuca go na brzeg głównego nurtu wydarzeń, porzuca na mieliźnie, zmusza do bezruchu. Jednak chory będąc w ryzach przymusowego unieruchomienia – z perspektywy pozycji horyzontalnej – zaczyna wyczulać się na niuanse otaczającego go świata. Być może po raz pierwszy do wielu lat jest zmuszony do rozejrzenia się wokół siebie. Jego przytępione chorobą zmysły pracują pod dyktando stanu wyjątkowego. Przymusowa bezczynność pozwala dojrzeć spektakl chmur, obojętne i wyniosłe piękno roślin oraz – paradoksalnie – uwrażliwia na lirykę. Niemożność skupienia uwagi na obszernych fikcjach literackich otwiera chorego na nowe doznania płynące z lektury. Znane wersy nabierają odmiennego wyrazu. Pozbawione krytycznych uwag badaczy – które w pewnym sensie zawsze towarzyszą czytelniczym przygodom z tekstem – ukazują swoje niedostrzegane dotąd znaczenie. Wyobraźnia przenosi chorego w nieznane rejony, uwalnia go od balastu powszednich znaczeń.

Pod datą 16 II 1930 pisarka poczyniła następującą notatkę: „Leżę na kanapie cały dzień. Gdybym mogła zostać w łóżku jeszcze przez dwa tygodnie (co jest zupełnie niemożliwe), to – jestem święcie przekonana – zobaczyłabym całość Fal. Uważam, że w moim przypadku te choroby są – jakby to ująć – częściowo mistyczne. Coś się dzieje w moim mózgu. Odmawiam dalszego przyjmowania wrażeń. Otaczam się kokonem. […]. Potem nagle coś pęka”.Z owego pęknięcia narodziła się najbardziej ceniona przez krytykę powieść Virginii Woof Fale, która zapewniła jej niekwestionowane miejsce wśród czołówki najważniejszych pisarzy XX wieku.Zatem co – tak naprawdę – można powiedzieć o chorowaniu…Virginia Woolf. O chorowaniu. Przeł. Magda Heydel. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2010. We wstępie wykorzystano fragment eseju Susan Sontag Choroba jako metafora. Przeł. Jarosław Anders. PIW. Warszawa 1999. Cytat z dziennika pisarki pochodzi z: Virginia Woolf. Chwile wolności. Dziennik 1915-1941. Przeł. Magda Heydel. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2007.
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |