
10.11.10 Tekst: Łukasz Lembas

NIESPODZIANKI? KTÓŻ ICH NIE LUBI! ZWŁASZCZA TAKICH! KWARTET Z MIASTA ANIOŁÓW ZDĄŻYŁ JUŻ POWIEDZIEĆ „A” ZA SPRAWĄ EPKI „EXQUISITE CORPSE". TA JEDNAK PRZESZŁA MI GDZIEŚ KOŁO NOSA. CO SIĘ ODWLECZE TO NIE UCIECZE. WARPAINT ZA SPRAWĄ PEŁNOWYMIAROWEGO „THE FOOL” W MGNIENIU OKA ZASKARBIŁ SOBIE MOJE USZY. Sięgam pamięcią dwie dekady wcześniej, gdy nastąpił prawdziwy wysyp żeńskich ansambli o mocnym zabarwieniu punkowym, które furiackim hałasem bezlitośnie atakowały uszy słuchaczy. Warpaint też jest zdominowany przez pierwiastek żeński, ale nie potrzebuje już zastrzyku testosteronu by nagrać doskonałą płytę. Żadnych otwartych złamań z przemieszczeniem tu ni widu, ni słychu. Mamy za to wysyp urokliwych piosenek jak z rogu obfitości. Wsparte przez armię zasłużonych studyjnych speców od produkcji i wszelakich miksów spłodziły płytę, której można przykleić łatkę „dream popu” czy „avant popu”. Łatki możemy sobie jednak przykleić na przetarte kolanko w spodniach, bo zostając sam na sam z „The Fool” do niczego innego nam się nie przydadzą. Dopieszczone brzmienie, proste acz niebanalne i - co najważniejsze - chwytliwe harmonie wodzą na pokuszenie od pierwszego na płycie „Set Your Arms Down” po ostatni „Lissie’s Heart Murmur” podrasowany niepokojącym klawiszem. Cały album ma wyczuwalny rockowy pazur, choć ten jest mocno przyczajony. Świadomie ustępuje miejsca właśnie melodiom, rozmarzonym wokalom i z lekka psychodelicznym odjazdom w stronę lat 80. Za daleko jednak nie odlatują i... bardzo dobrze. Płyta trzyma fason kawałek po kawałku częstując za każdym razem czymś godnym wrażliwego ucha. Typowe, reżyserowane girlsbandy to mogą za nimi co najwyżej gitary nosić, bo muzycznie przegrywają w przedbiegach. Szkoda więcej pisać, lepiej posłuchać.
| newsletter rss kontakt o nas | Copyright © fineLIFE |